Nie lubię zgadywać, ale spróbuję.
Otóż, wiele lat temu zauważyłem, że panuje powszechny strach przed przełożonymi (rektorem seminarium, biskupem).
Źle jest widziane, gdy ktoś reaguje na cudzą krzywdę, bo przecież Pan Bóg jak zechce to zareaguje i zrobi cud. W większości przypadków nie trzeba jednak zupełnie cudów, wystarczyłyby całkiem naturalne działania ludzi odpowiedzialnych, ale zawsze lepiej czekać na cuda. Tyle, że najwyraźniej Pan Bóg mocą Ducha Świętego, nie po to ustanawiał Kościół z całą liczną hierarchią, żeby "ręcznie" sterować całą Organizacją.
W ten sposób kółko się zamyka, choć powtarzamy (niektórzy nawet codziennie) "Spowiadam się Bogu wszechmogącemu i wam Bracia i Siostry, że bardzo zgrzeszyłem myślą, mową uczynkiem i zaniedbaniem".
Już dawno zauwazyłem, że grzeszenie myślą, mową, uczynkiem podlega naprawie i pokucie, ale grzech zaniedbania najtrudniej jest naprawić, bo czasu nie można cofnąć, a niekiedy konsekwencje zaniedbania bywają nieodwracalne. Jest pewna nadzieja w teorii Eisnteina, ale jak na razie teoretyczna.
Tak więc wiele spraw nie doczeka się załatwienia na tym świecie, a na tamtym pozostaje nam liczyć wszystkim na miłosierdzie, jak wiadomo.
Monika, i nie tylko Monika, bo w końcu temat został dość trafnie sformułowany "MAM CHYBA PODOBNY PROBLEM JAK..." ma nadal problem, bo odwaga cywilna to bardzo deficytowy towar. A dlaczego taki deficytowy? Bo ponosi się za posiadanie odwagi cywilnej bardzo wysokie koszty własne, osobiste, w postaci napiętnowania, ostracyzmu, wyklęcia, infamii, wyłączenia. Dlatego powszechnie uprawia się "Chowanie w tłumie" jak w tej piosence Marcina Wolskiego:
"KAŻDY SIĘ UMIE SCHOWAĆ W TŁUMIE,
KIEDY POTRZEBA TAM SIE SKRYĆ,
ALE NIEWIELU TO ROZUMIE,
ŻE POTEM TRUDNO Z TŁUMU WYJŚĆ".
Najtrudniej potem wyjść z tłumu i nadal być człowiekiem, często zostaje się już tylko ludziem.
I choć ludzi całe mrowie, nie wiadomo gdzie jest człowiek.